sobota, 19 listopada 2016

ROZDZIAŁ 33

Shirley się bardzo rozleniwiła i w sumie trochę podupadła na zdrowiu. Ale wróciła cała i zdrowa ^^.

                                      ***
Cieszył się, że Rose pomoże mu w poszukiwaniu Biblioteki;Z drugiej strony nie chciał jej narażać na niebezpieczeństwo.Ubrał bordowy płaszcz.Chciał po cichu wyjść bez niej.
Na palcach kierował się na balkon. Bał się, że ściany nie są dźwiękoszczelne i słychać nawet bicie jego serca.
-A ty dokąd się wybierasz? - Powiew wiatru zamknął drzwi na balkon.Ton głosu mówcy był niepodobny do jego samego. Spojrzał na osobę, która do niego mówi. Myślał, że to Sid i że zaraz dostanie za próbę ucieczki.Odetchnął w myślach gdy zobaczył Rose,która opierała się o ścianę przy drzwiach pokoju.Nic nie powiedział dla niej.Poczuł się głupio w takiej sytuacji.
Ona tylko westchnęła.
-Jeśli chcesz już ruszać to poczekaj na mnie,co? - Jej spojrzenie miało w sobie trochę nutkę zawiedzienia jak i również smutku.
-Nie chce byś się narażała dla mnie...to jest sprawa związana ze mną... - Jego oczy mówiły same za siebie.Do pokoju wleciała ciemnopomarańczowy płaszcz dziewczyny,który wylądował na jej ramionach.Potem w jej dłoni pojawił się brązowy kij, który złożyła i schowała do kieszeni płaszcza.
-Teraz możemy ruszać... - Z powrotem otworzyła drzwi na balkon.Obydwoje wyskoczyli z drugiego piętra.Na szczęście mieli przy sobie drzewo więc nie musieli od razu lądować na ziemi.
-To gdzie najpierw? - Obydwoje wylądowali w jednej całości bez żadnych siniaków.
-Do biblioteki...najpierw musimy znaleźć mapę świata i miejsce gdzie spotykają się cztery kontynenty. - Jak zwykle wszystko znała dokładnie ze szczegółami.
-W takim razie udajmy się do antykwariatu ...słyszałem, że tam są mapy. - Czasem coś tam słuchał co Sid mu mówi o niektórych rzeczach.Przynajmniej jak były choć trochę ciekawe,a nie nudne jak język czarodzieji.Te wszystkie zaklęcia po nieznanym mu języku były za trudne do wymowy i napisania. Po kilku minutowej wędrówce przez wioskę znaleźli się przy budynku antykwariatu. Drzwi cicho zaskrzypiały i weszli do środka. Nikt nie pilnował tutaj rzeczy. I tak czarodzieje nie kradli.Mieli swoje księgi.Słońce wpadło przez okna tym samym pokazując drobinki kurzu,które wędrowały w powietrzu.
-Jak coś znajdziesz to zawołaj mnie.  - Rozdzielili się. Sebastian udał się na lewo, a Rose na prawo. Półki na książki były wykonane z jakiegoś rodzaju drewna. To miejsce było inne niż cała reszta. Płynęła stąd jakaś aura. Obydwoje byli bardzo zajęci poszukiwaniami. W końcu Sebastian znalazł mapę między półkami. Ostrożnie wyjął ogromny zwój i go rozłożył na drewnianej podłodze.
-Rose! Mam mapę!  - Zawołał dziewczynę, ta pojawiła się natychmiast. W końcu była magiem powietrza i była bardzo szybka.
-No to zobaczmy... - Skierowali swe oczy na mapę. Pochodziła sprzed 50 lat. Nie była taka stara. Najstarsze zwoje liczyły setki, a nawet tysiące lat od momentu kiedy w ich świecie pojawił się pierwszy czarodziej. Rzeczywiście były narysowane cztery kontynenty, ale tylko 3 z nich się stykały. Ostatni nie dotykał pozostałych. Wokół niego było morze.
-Dlaczego mnie okłamał? - Spytał z niedowierzaniem mag ognia.
-Nie znasz Ghazana.On mówi zagadkami. - Zawsze tak robił, aby słuchacz mógł sam wszystko rozwiązać Tak też było w przypadku Sebastiana. Musiał wytęrzyć swoje szare komórki.
-Nic tu po nas... - Oznajmił obojętnie. Zwinął mapę i odłożył ją na miejsce. Jego wszelkie nadzieje przepadły. Dla poprawy samopoczucia wziął pierwsze zwoje legend czarodzieji...przynajmniej będzie miał lekturę.

                                   ***
Wreszcie trochę spokoju. Sid udał się do Gildii Światła...coś się kroiło skoro musiał wyjechać tam. Jednak to nie było tematem rozmyślań czarnowłosego. Gdzie mogły się spotykać cztery kontynenty? Przecież w świecie rzeczywistym tak nie jest! Został jeszcze świat duchowy. Wiele skrywał tajemnic.
Tylko ci,których duch jest wolny mogą tam wejść. Zrezygnowany rozwinął zwój z legendą i zaczął śledzić tekst.

                                 ***
Nikt nie wie kiedy to się zaczęło. Była tylko pustka. Jedna wielka ciemność. Pośród mroku pojawiła się mała iskierka. Z każdym dniem coraz bardziej rósł,rozpraszając chaos panujący wokół siebie. Gdy mała kulka urosła przypomniała z wyglądu ogromnego smoka, a na jego grzbiecie siedział jego pan i pierwszy mag na tym świecie. Skierował swój lot na smoku na ziemię. Zapanowała jasność i ciepło. Pierwszy raz ludzie poczuli bezpieczeństwo dzięki temu zwykłemu światłu. Mag przywołał słońce i tak się stało. Słońce zaczęło ogrzewać ziemię i już nie panowało zimno. Jednak wkrótce potem przywódca cieni wypowiedział wojnę dla czarodzieja. Dobroduszny mag sam wyruszył do ciemności bez żadnego wsparcia. Nie chciał by inni też ucierpieli. Pan cienia widząc samego czarodzieja bez nikogo zaczął z niego szydzić. Ten zaś milczał. Nawet nie był w stanie go zaatakować chociaż był bardzo potężny. W pewnym momencie dostał ciemnym zaklęciem w ramię. Lekko się zachwiał jednak nie upadł. Dostał znowu kilka razy aż w końcu upadł mu do stóp.
W całym wszechświecie rozbrzmiewał diaboliczny śmiech Pana ciemności. Wtedy przybył na odsiecz smok. Kiedy już miał być zaatakowany jego pan to zwierzę zasłoniło go swym ciałem. W sercu maga pojawił się pierwszy raz smutek i żal. Zacisnął powieki i zaatakował strumieniem światła w przywódcę cienia. Tylko oni obydwoje walczyli. Jeśli to miał być koniec ciemności to się grubo mylisz czytelniku. Los tego starcia nie jest przesądzony aż po dziś dzień. Na świecie ludzie podzielili się na dwie przeciwstawne sobie grupy : Gildię Światła oraz Gildię Cienia. Od wieków Gildia Cienia próbuje przejąć pieczę nad Gildią Światła. Jednak dzięki temu, że w sercach czarodzieji światła (bo tak się nazywają ci, którzy należą do Gildii Światła) panują pozytywne uczucia to nie poddadzą się. Z czasem pewnie w końcu pojawi się ziarnko strachu i w końcu będzie udana okazja do ataku od strony Cienia. Trzeba wiedzieć gdzie jest twoje miejsce. Albo w Gildii Światła albo w Gildii Cienia. To już zależy od ciebie.... 
                                    ***
-Tylko tyle? - Patrzył czy nie żadnych dopisków,jednak niczego nie znalazł. Tylko westchnął zrezygnowany. Legenda miała jakieś drugie dno...jakby coś w sobie ukrywała...co stało się podczas pojedynku między ciemnością a światłem?Dlaczego walczą o górowanie nad sobą? Nikt o tym nie wie...to jest jedna wielka tajemnica.

4 komentarze:

  1. Oj długo musieliśmy czekać. Oj coś się dzieje oj coś się dzieje ;) ;) ;) będzie ciekawie. Fajna legenda, polecam (y) a tak BTW to ja osobiście ja uważam że jak długo będzie istnieć światło, to będzie istniał mrok. Te rzeczy wynikają same z siebie i bez siebie nie istnieją.
    pozdro ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo się będzie działo ;).A co do istnienia tych dwóch odrębnych rzeczy to mam do tego kontynuację tej legendy.Ale teraz chyba znowu nie ma lenia i rozdziały będą częściej. Pozdro :*

      Usuń
  2. Zapraszam do siebie :)
    www.kuroshitsujizbior.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżbyś zagubiła się w internecie i szukasz opowiadań o Kuroshitsuji?

      Usuń