Shirley chyba na coś zachorowała,bo chce napisać dzisiaj najwięcej rozdziałów ile może. Co tu się dzieje!? Zróbcie coś z tą Shirley,bo zaraz dojdzie do jeszcze innych rzeczy.Chociaż w sumie to teraz skacze z radości 22 październiku nadchodź!TEAM RWBY!!!!
***
-Mówię ci,że 346!-Ślęczała nad przykładem z matematyki.Pierwiastek 3 stopnia mnożone przez iloczyn pierwiatka drugiego stopnia ze 144(liczby wybierałam przypadkowo tak samo jak i wyniki)
-Źle...no pomyśl...to łatwe...-Dla niego to było łatwe.
-Łatwo ci mówić-Oparła zrezygnowana czoło o zeszyt.Gdyby chciała,to by chętnie porzuciła edukację na inne ważniejsze sprawy.
-Ktoś tu się poddaje?-Spojrzał na nią z wrednym uśmiechem.Zamknął książkę z innymi przykładami tego rodzaju.Usiadł obok i wziął jej zeszyt.
-To co chcesz rozwiązać?-Zapytał.Nie wiedział,że takie przykłady jak te co jej zadał rozwiązuje bardzo długo.
-Coś łatwego...-Błagała w myślach aby nie wybrał wyrażeń algebraicznych(Których nigdy się nie naucze).
-A może to?-Zapisał kilka przykładów układu równań(jeśli nie umiecie to do mnie! Ja to ogarniam i wytłumaczę jak trzeba XD.Matematyczka się znalazła...).
-Dużo lepiej.-Wzięła zeszyt i zabrała się do pracy.5 minut i gotowe wszystkie przykłady rozwiązane.-Skończyłam.-Dała dla niego zeszyt do sparwdzenia.Po kolei analizował to co napisała. Gdy skończył zerknął na nią zdziwiony.-Co jest?Coś źle zrobiłam?-Zawsze umiała takie rzeczy.Nawet zadania z treścią przechodziły jej gładko.
-Nie...nie...wręcz przeciwnie wszystko dobrze rozwiązałaś...-Wciąż nie wierzył w to,że choć trochę umie coś z matematyki.
-To czemu jesteś zdziwiony?-Spadł jej kamień z serca gdy dowiedziała się, że wszystko dobrze napisała.
-Po prostu pietwszy raz sama coś dobrze rozwiązałaś z matematyki.......to znaczy chce powiedzieć,że cieszę się.-Szybko się wytłumaczył,aby jej nie urazić.Zawsze jej pomagał...podpowiadał.
-Aha...dziękuję...więc jestem już wolna od zajęć?-Rzekła głosem pełnym nadzieji,że w końcu lekcje się skończą i nie zada jej niczego.
-Za 5 minut kończymy...a więc praca...-Spojrzał na dziewczynę.Miała błagalne spojrzenie.Zastanawiał się czy w końcu dać sobie spokój z pracą domową.-No dobra...nic ci nie zadam dzisiaj.-I tak zaskoczyła go swoim wyczynem.
-Dziękuję.-Uśmiechnęła się promiennie i krótko pocałowała go w policzek.Ten tylko się uśmiechnął i nic nie powiedział.
***
Miała teraz bardzo dużo wolnego czasu. To doskonała okazja, aby zająć się zemstą.Wiele umiała,jednak sądziła:Jeśli masz pokonać ogień to sam musisz być ogniem.Czyli innymi słowy sama musiała stać się nadprzyrodzona.Myślała w jaki sposób to można osiągnąć.Znalzła pewne informacje na temat pewnej szkoły.Była dla łowców i miała zaawansowany poziom nauczania.Dowiedziała się, że tam każdy łowca odkrywa swoje niezwykłe zdolności.Rok szkolny miał się zacząć na wiosnę.Miała jeszcze niecały miesiąc.Był tylko jeden problem. Była ona po drugiej stronie oceanu.Aby się dostać do tej placówki musiałaby przepłynąć cały Ocean Atlantycki.Nie wiedziała czy sprostać temu wyzwaniu,była w kropce.Z jednej strony chciała się nauczyć wszystkiego,lecz z innego punktu widzenia nie mogła wyjechać.Dlaczego? Czyżby była za słaba?Zamknęła laptop.Odłożyła go zrezygnowana na biurko i opadła na łóżko.Był dopiero środek dnia.Musiała szybko podjąć decyzje w tej sprawie, ponieważ za tydzień jest ostateczny termin zgłaszania się.Po wykonaniu tej procedury miała się zjawić na egzaminie wstępnym.Mieli tam ocenić czy się nadaje do tej szkoły.Nawet nie zauważyła obecności demona.
-Co się stało?-Ukląkł przy łóżku gdzie leżała.
-Nic złego...tego możesz być pewien...-Starała się ukryć prawdę.Za bardzo przywiązała się do tego miejsca...do niego za bardzo się przyzwyczaiła.
-Skoro tak mówisz...-Rzekł obojętnie.Wstała i wyszła z pokoju.W sali symulacji starała wyzbyć się swoich emocji.Zero słabości,twarda jak skała...zadała taki cios,że siłomierz pękł.Oparła się o ścianę plecami i usiadła na podłodze.Ręce miała czerwone i była spocona.Myślała czy aby nie powiedzieć o wszystkim dla Claude'a.Bardzo ten trening ją zmęczył.Gdy znalazła się na powierzchni był już zmierzch.W jej pokoju złotooki przejrzał laptop i znalzł wszystkie informacje o Higher Beacon Huntress(nazwa szkoły jakby co czyt.Hajer Bicon Huntres).Myślał,że już porzuciła swój cel. Jednak on nie wiedział o niepewności dziewczyny.Zdążył zamknąć laptop zanin ona zjawiła się w pokoju.Wzięła z szafy w łazience ręcznik i znalazła się pod prysznicem.Była teraz bardzo zamyślona.Dopiero gdy gorąca woda oblała jej plecy to się ocknęła.Pierwszy raz zachowywała się tak.To było niepodobne do Phantomhive'a.Szybko się wytarła i wskoczyła w piżame.Ręcznik od włosów zarzuciła na ramiona,aby woda,która skapywała z włosów nie zamoczyła jej piżamy.Gdy wróciła do pokoju jeszcze raz poczytała wszystkie informacje o High Beacon Huntress.Naprawdę nie wiedziała co zrobić.Chyba musiała porozmawiać o tym wszystkim z Claude'm.Wysuszyła włosy.Kiedy weszła do pokoju złotooki już tam był.
-Wiesz...musimy prozmawiać...-Powiedzieli to równocześnie. Lekko się uśmiechnęli.
-Mów pierwsza.-Jak zwykle nie zapominał o manierach.
-No dobrze...-Wzięła głęboki wdech.-...znalazłam pewną szkołę dla łowców....-Była bardzo niepewna.
-I w związku z tym chciałabyś się tam uczyć,prawda?-Zdemaskował ją.Kiwnęła głową.-Więc czemu mi to mówisz?
-No bo....wiesz....ja....no...-Szukała jakiegoś sensownego wyjaśnienia.-Jest po drugiej stronie Atlantyku...daleko stąd...nie jest pewna czy tam się uczyć...-Nie chciała mu powiedzieć prawdy.Wstydziła się.
-Boisz się wyjechać tak daleko?-Nie wiedział o jej uczuciach.
-Nie...-Zadał jeszcze masę innych pytań,lecz odpowiedź była ta sama co wcześniej.-Nie chcę od ciebie odejść!-W końcu nie wytrzymała i powiedziała prawdę.Wtedy zamilczała i odwróciła się do niego plecami patrząc w okno.Nie wierzyła w to co powiedziała.Milczała i czekała czy cokolwiek powie.Objął ją,trzymając ręce na jej brzuchu.Głowę oparł na jej ramieniu.
-Jeśli chcesz to z tobą tam się udam...uszanuje każdą twoją decyzję.-Mówił do jej ucha.Jego głos bardzo ją uspokoił.
-Naprawdę?-Pojawiło się światełko w tunelu.
-Nigdy bym ciebie nie okłamał...to jest pewne...więc...-Nienawidził kłamać,a był istotą odrębną od mówienia prawdy.
-........no dobrze....będę tam z tobą-Uległa jego kuszeniu.Wysłała zgłoszenie.Nie bała się żadnych konsekwencji jego obecności tam.Wiedziała,że sobie poradzi.Znowu spojrzała w okno.Niebo już zciemniało i pojawiły się na nim gwiazdy i księżyc.Znowu ją przytulił jak wcześniej.
-Nie jesteś zmęczona?-Szeptał jej na ucho.
-Troszeczkę...jeszcze dam radę stać na nogach....-Cicho ziewnęła.Nie chciała by jej puszczał.Nie teraz.
-Ale ziewasz...może się już połóż....ja zostanę.-Tylko przytaknęła i puścił ją.Położyła się i przykryła się kołdrą.Zdjął buty kładąc je przy łóżku.Frak i kamizelkę powiesił na krześle,natomiast krawat odłożył na szafkę nocną.Rękawy koszuli podwinął.Położył się tuż obok dziewczyny.
-Nie będzie tobie gorąco?-Dla niej przykrycie się kołdrą pod szyję to za wiele.Od razu się wtedy się rozkrywała.
-Jeśli mi będzie to się rozbiorę...na razie nie jest mi gorąco.-Pogłaskał ją po policzku.
-Dobranoc-Uśmiechnęła się do niego z senną miną.
-Dobranoc.-Pocałował ją w (i mam tutaj dylemat....usta czy czoło?Usta czy czoło?........no dobra....niech usteczka) w usta.Gdy odsunął się ona już zamykała oczy.Zasnęła.Cały czas leżał przy niej i spoglądał na nią myśląc o przyszłości... O tym co dalej.Tak bardzo zagłębił się w swych myślach,że nie zauważył jak dziewczyna coraz bardziej się wierci.Na jej twarzy malował się strach.Jedno było pewne:Miała koszmar.Z jej gardła dobiegały krzyki,które z każdą chwilą były coraz głośniejsze.Ocknął się i trząchał ją ramieniami,aby ją obudzić.
-Shell obudź się!-Patrzył na nią wzrokiem pełnym błagania.
-AAAAAAAA!-Zerwała się do pozycji siedzącej oddychając szybko i płytko.
-Spokojnie,to tylko zły sen....ja tu jestem-Przytulił ją do siebie.Czuł jak jej oddech drży,jak jej serce szybko bije,a oczy mają w sobie strach.Jedno słowo określało jej zachowanie:Była roztrzęsiona.Zacisnęła drżącymi palci jego koszulę.Cicho nucił melodię,a jego dłonie które błądziły po jej plecach dodatkowo ją uspokajały.-Już wszystko dobrze.-Lekko ją kołysał.Teraz była jak dziecko,które przyszło do rodzica w nocy z powodu koszmaru(Jak ci w nocy z górnego łóżka(bo piętrowe)krzyczy:Włącz latarkę w telefonie...Mam ochotę spać a tu się mówi mi pod nosem...mam ochotę wtedy zabić).Jej ciało już nie drżało,oddech stał się spokojny i głeboki,a puls normalny.Na jej twarzy nie gościł już strach jak wcześniej. Po prostu spała wtulona w niego jak niemowlę.Lekko ucałował jej czoło i położył się trzymając ją przy sobie.Nie zmrużył na minutę oka czuwając nad nią.Nie pozwolił,aby coś jej się stało złego...nawet podczas jej snu.Przysiągł sobie,że nigdy nie doprowadzi,aby coś się dla dziewczyny złego stało.
MY HEART WILL GO ON!!!!!Zabijcie mnie.Opublikowałam to gdzieś tak o 19:10 i przeglądam rozdział a tu niedokończone.Pfff...ciuma number one
Mistrzu, ta matematyka na początku była potrzebna? xD.
OdpowiedzUsuńA tak w sumie kiedy jakiś lemonik? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Pozdrawiam!
Matme dałam,bo u mnie dokładnie podobna rzecz była w ławce. Kłóce się o wynik i się założyliśmy o żelki.Ahhhh...muszę kupić dla Damianka żelki,a jeszcze dzisiaj ma urodzinki.Chcesz lemonka powiadasz?A z kim? ;)
UsuńJa też pozdrawiam z Biedronki,bo kupuje żelki XD