Aż już zapominam cyfr rzymskich XD.Odpowiedzi na pytania pojawią się 1 października.Więc jeśli ktoś chce coś dać albo wogóle pierwszy raz zadać pytania to śmiało:),jestem otwarta.
UWAGA!!!W tym rozdziale będzie lemon,który MA WPŁYW na dalsze losy bohaterów.Ostrzegam,że będę zboczona i tu pocisnę ( ͡° ͜ʖ ͡°)..Jeszcze internet mi się,bo:
1.Pobieram najnowszą aktualizację Yandere Simulator.
2.Pobieram chibi Attack o n Titan.
3.Pobiera mi Elsword.
4.Ściągam Kuroshitsuji Musical 2015.
Dużo tego co?
Claude:Przestań gadać i pisz
Dobra,dobra.Claude nie denerwuj się,bo zmarszczek dostaniesz .I podczas słuchania leci Kazu( ͡° ͜ʖ ͡°)
ahhh te jęki ( ͡° ͜ʖ ͡°) oraz Crazy in Love.Proponuję słuchawki jeśli włączysz Kazu.To dla bezpieczeństwa innych.
***
-A PSIK!!!A PSIK!!!-Leżała pod kołdrą,dostała kaszlu i kataru.Na szczęście nie miła już gorączki jak wcześniej.Już nie chciała łykać tych syropów ani leków rozgrzewających.Cały tydzień miała w plecy,a chciała czegoś się dowiedzieć o swoim celu.Jak widać Claude się za bardzo martwił i nie wypuszczał jej na korytarz,no chyba że do łazienki.
-Nie chcę więcej brać tych leków! - Odwróciła się do niego plecami.
-Przestań żartować...a jak nie wyzdrowiejesz? - Odłożył szklankę z wodą przy pudełka tabletek Gripexu.Ona wciąż milczała. - Proszę...weź je...poczujesz się lepiej.
-Jeszcze...A PSIK!!!!Jeszcze czego?!- Cały czas kichała labo kaszlała jakby dostała na coś alergii. - Jestem głodna...idę sobie coś przekąsić. - Jak na dziedziczkę rodu Phantomhive zachowywała się luzacko gdy nie było wokół niej żadnych ważnych osobistości.
-O nie nie....nie pozwalam...masz zostać w pokoju. - Dotknęła dłonią klamki od drzwi i wtedy poczuła na swojej ręce jego rękę(znowu słodzę no błagam!!!). - Zostań...ja ci coś zrobię do jedzenia.Proszę. -Pierwszy raz mówił do jej ucha takim czułym głosem.Czuła,że zaraz chyba oszaleje.Nie wiedziała co zrobić,a tym bardziej powiedzieć.Cały czas biła się z myślami.
-Ma taki cudny głos...ahhhh..CO JA WYGADUJĘ!!!TO DEMON!!!!On nie może tak mówić!!!Jak wyzdrowieję znowu będzie miał normalny głos.Ogarnij się Shell...chociaż....
-To jak? - Przerwał wojnę jej umysłu.
-..........................no dobra. - Puściła klamkę i wróciła na pościel.Wyszedł z pokoju i została sama.Trzymając ręce pod głową patrzyła się w sufit.
-CO TU SIĘ DZIEJE?!Czemu nagle zaczęłam go tak interesować?Może chce zawrzeć pakt?Wolę sama dokonać zemsty na Sebastianie...nie potrzebuję pomocy.W takim razie czego on ode mnie chce?
Miała również inne myśli na jego temat.Zamknęła oczy i zaczęła szukać w zakamarkach swojego umysłu jego osoby. Nawet nie zauważyła jego powrót z posiłkiem dla niej na talerzu.Wciąż leżała i miała zamknięte oczy.Cicho chrząknął,ale to i tak nic nie pomogło.Wołał ją też nic.Podszedł do łóżka i lekko trącił ją w ramię.
-Hmmmm? - Znowu obudził ją z zamyślenia,drugi raz w ciągu dnia.Spojrzała na niego i uświadomiła sobie,że jest blisko niej.Szybko się odsunęła na drugi koniec łóżka.Aż za daleko się posunęła i upadła.W mgnieniu oka znalazła się obok.
- Nie połamałaś się?Nic ci nie jest? - Uważnie szukał miejsc złamań.
-Chyba nie...wszystko dobrze. - Rozcierała obolały bok na który upadła.- Najwyżej będę mieć siniaka. _Wstał na nogi bez jego pomocy,choć chciał ją zaoferować.
-Nie mogę cały czas na tobie polegać.Muszę być samodzielna też w jakimś stopniu.
Zjadła i znowu zaczęła się dyskusja na temat brania leków. Trzeba wiedzieć,że Claude będzie prosił póki nie ulegniesz.
-No dobra... - Szybkim ruchem wzięła czerwoną tabletkę do ust i popiła ją wodą. - Zadowolony?
-...dziękuję - Zabrał naczynie od niej.
Dniami i nocami był przy niej.Teraz szczególnie zwracał na nią uwagę.wcześniej starał się ukrywać to przywiązanie do niej,ale teraz można było je zobaczyć gołym okiem.
***
Po półtorym(nie wiem czy dobrze odmieniła,ale chodzi o półtora tygodnia) tygodniu wyzdrowiała.
-Nareszcie!!! - Wybiegła najpierw na korytarz,a potem na dwór.Tym razem nie zapomniała się ubrać.Pobiegła po swój wspaniały łuk i strzały.Dawno nie strzelała z łuku,była ciekawa czy wciąż ma cela.Odeszła od tarczy,naciągnęła cięciwę.Łuk się wygiął.Teraz tylko wycelować i strzelić.Trzymał strzały obok niej.Puściła strzałę i wystrzeliła z niebywałą szybkością.Uderzyła blisko środka tarczy.
Uśmiechnęła się w myślach,Claude zresztą też.Wyciągnęła rękę po kolejną strzałę.Ćwiczyła,póki amunicja jej się nie skończyła.Wyciągnęła z tarczy strzały i odłożyła je w należne miejsce.Potem udała się do biblioteki,aby poczytać.
***
Gdy dziewczyna przebywała w bibliotece ten uprzątał w kuchni.Zaciekawiła bardzo posiadłość.Był ciekaw czy kryje w sobie jakieś tajemnice.Ale przecież nie pójdzie do Shell i się nie spyta o to jej.Po wykonanej pracy udał się na spacer po rezydencji.Przez światło wpadające przez okna widać było drobinki kurzu,które się unosiły. Trafił do najbardziej opuszczonej części budynku.Jego uwagę przyciągnęły pewne drzwi do jakiegoś pomieszczenia.Na ciemno brązowych dniach widniała złota tablica. Imię było zmazane...tylko było nazwisko Phantomhive.To nie mógł być przypadek,że imię samo z siebie się zdarło...ktoś musiał to zrobić. Dotknął złotej klamki,nacisnął ją i delikatnie otworzył drzwi do tego tajemniczego pokoju.Gdy przekroczył próg drzwi zamknął je za sobą i analizował co znajduje się w środku.Na samym końcu pokoju stało biurko wraz z krzesłem.Za tymi dwoma rzeczami na ścianie wisiał ogromny obraz.PO obu stronach drewnianego mebla(biurka) znajdowały się dwa okna.Zasłony postrzępione,niektóre kawałki leżały na podłodze.Po swoich obu stronach miał szafki z książkami.Podszedł do biurka.O dziwo blat był czysty,ani drobinki kurzu,tak jakby ktoś lub coś nie pozwalało by się zakurzyło.Spojrzał na portret.Przedstawiał on 3 osoby : mężczyznę,kobietę oraz małą dziewczynkę,która siedziała na kolanach u kobiety.Podszedł do obrazu.Mężczyzna miał brązowe oczy oraz włosy o takiej samej barwie ,co dziecko.Ubrany był w elegancki frak,a jego szyję ozdabiała czarna muszka.Kolejną postacią, na którą spojrzał to kobieta.Jej czarne włosy upięte były w luźny kok czarną klamrą o czerwonych detalach..Miała na sobie czerwoną suknie.Ostatnią osobą na płótnie była mała dziewczynka.Wyglądała na mniej więcej 5 lat.Kolor włosów miała po mężczyźnie,natomiast niebieski kolor oczu po kobiecie.Ubrana w prostą suknie o kolorze lawendowym.Wszystkie osoby miały na swych twarzach lekkie uśmiechy.Dotknął palcami płótna w miejscu,gdzie był najmłodszy członek obrazu.Spojrzał na uśmiechniętą twarz dziecka.
-Te oczy...coś mi mówią...Czy to nie...?
-Ładnie to tak błąkać się po rezydencji bez uprzedzenia? - Shell stała przy drzwiach z założonymi rękami.Widać było,że jest zawiedziona jego zachowaniem.
Nie mogę przepraszać,bo znowu się zdenerwuje. - Spojrzał na nią z ukosa.
-Po co tu przyszedłeś? - Dobrze wiedział w jakim są pomieszczeniu i co to za portret.
Bez słowa wyszła z pokoju.Nie wiedział,że idzie prosto na demona.Wpadła na niego.
-....przepraszam... - Pozbierała się i ruszyła dalej.Wziął ją za rękę i poszedł przed siebie.
-.....C-Claude?Dokąd idziemy? - Nie spodziewała się po nim takiego zachowania.On tylko milczał.Otworzył drzwi do jej pokoju i weszli tam. Bez chwili zwłoki przytulił ją do siebie.
-....wszystko dobrze?Ostatnio często tak robisz i to jest dziwne.
-Shelll... - Miał palce w jej włosach.
-Słucham...Naprawdę dziwnie się zachowujesz. - Pierwszy raz się o niego się martwiła.
-...........................pocałuj mnie -Miał w głosie coś dziwnego.
-C-co? - Nie wierzyła w to ,co słyszy.
-Proszę.....Zrób to. - Znowu mówił do jej ucha,tym razem był to szept.Wzięła jego twarz w dłonie.Teraz mogli swobodnie patrzeć sobie w oczy.Przez chwilę myślała czy to zrobić.W końcu dotknęła jego ust swymi ustami.
***
Pocałunek był delikatny.Objął jej plecy.Odsunęła się od niego i położyła swe ręce na jego ramionach.
-To jak? - Na razie ukrywał swoje pożądanie.
-O co ci chodzi? - Nie wiedziała o czym mówi. Powiedział jej na ucho,to co ma na myśli.
Lekko się zaczerwieniła.Nie wiedziała co odpowiedzieć.
-Nie bój się... - Dotknął jej lekko czerwonego policzka.Kiwnęła głową,że się zgadza.Znowu dotknął jej ust.Pocałunki były coraz bardziej zachłanne.Uderzyła plecami o materac swego łóżka.Wiedziała teraz,że nie może zmienić zdania,starała się nie bać.Rzuciła koszulę w kąt pokoju.Miała przed swymi oczami muskuły Claude'a.Podniosła się na kolana obejmując rekami jego nagie plecy pocałowała go.Jemu to wystarczyło,aby zedrzeć z niej ubrania pozostawiając ją w bieliźnie.Zszedł na szyję.Spojrzała w sufit.Obrócił jej twarz ku sobie i głęboko wbił sie w jej usta.Skierował jej rękę do guzika spodni.Zrozumiała o co chodzi i wkrótce obydwoje zostali w bieliźnie.Przejechała dłonią po jego rozgrzanym kaloryferze.Zszedł z niej ,stał kolanami na materacu.Wyciągnął do niej rękę.Gdy tylko dotknęła jego reki pociągnął ją ku sobie.Chciał zajść dalej,ale nie wiedział czy może.Dotknął jej ust.Jego ręka była na zapięciu biustonosza.Spojrzał na nią pytająco.Ona w odpowiedzi krótko go pocałowała,uznał to za pozwolenie.Im schodził z szyi coraz niżej tym bardziej słyszalne były jej westchnienia.Czasem lekko się uśmiechał,podobała mu się jej reakcja na jego czyny.Po 20 minutach byli kompletnie nadzy.Robili to.Czuła jak zalewa ją ciepło,którego nigdy nie czuła.Wbijała paznokcie w jego plecy.On nie krzyczał z tego powodu,było przeciwnie,chciał by tak robiła póki nie przestaną.Krew zaczęła kapać z jego pleców na pościel.Dopiero gdy uznał,że mu starczy położył sie obok dziewczyny.Przykrył ją i siebie kołdrą.Spojrzał na jej twarz.Zaczął głaskać ją po policzku.Spojrzała na niego z lekkim uśmiechem jak dziewczynka z portretu.Na koniec lekko ją pocałował i położył jej głowe na swym ramieniu.
-Pewnie jesteś zmęczona.....śpij już....- Ręke z policzka przeniosł na jej plecy.
-Dobrze..............Claude...... - Nie żałowała,że robiła to z nim pierwszy raqz.
-Słucham.
-.....................................................................................................................................kocham cię. - Nie wiedziała czy dobrze zrobiła mówiąc mu to.
-Wiem...................................................................................................ja ciebie też kocham. - pocałował ją w czoło.Dziewczyna zasnęła z uśmiechem na twarzy.Był szczęśliwy,że go kocha.On też ją kocha,i co najważniejsze nie wstydzą się swych uczuć do siebie.W związku jest ważna między innymi szczerość i dzisiaj sobie to udowodnili.Jednak Claude chciał by była z nim do końca,aby porzuciła swój cel i została z nim.To było jego marzeniem....zostać z nią na zawsze.
Ufffff.....koniec lemona.Namęczyłam się,że oho.Chciałam trochę zobrazować relacje między tą dwójką i nie wiem czy mi dobrze to wyszło.Z kim kolejny lemon?
Ale Claude nie miał muskuł, tylko szynkę xD.
OdpowiedzUsuńSwoją drogą tam jest mały błąd: "Miał przed swymi oczami muskuły Claude'a." - jak z jakiegoś yaoica, dopisz przy osobie "a".
Dobry lemon, chyba nawet lepszy od poprzedniego.
Pozdrawiam.
Szynke to ja mam na kanapce, którą jem rano.A błąd dlatego, że pisałam na kompie a to jeszcze była infa więc trochę się śpieszyłam,ale za chwilę poprawię.A tło to było już w 100% montowane przeze mnie. Czasem mi nie wychodziło i zaczynałam od początku i tak póki nie skończę.Cieszę się, że lemon się podoba.Może teraz SidxDaphne ;) .
UsuńPozdrawiam również.
Poza tym, ładne tło.
OdpowiedzUsuńShirley poszłaś na całość. Ale szczerze mówiąc ci jest słabo zboczone niż sen Sebastiana ;) Och na pewno ma muskuły <3 Ale limon bardzo dobry :D Końcówka za to była kawaii <3 <3
OdpowiedzUsuń