Nie mogę się doczekać Book of Atlantic ^^. Już 21 stycznia! Mam wtedy ferie!
***
Mimo,że sen ogarnął Shell w 100% to wciąż miała ręce jak wcześniej,czyli we włosach Claude'a. Słyszał jej spokojne bicie serca. Taki rytm występował gdy spała, więcej nigdy nie słyszał tak spokojnej melodii. Był pewien, że zda egzamin. Wierzył w nią, choć nie powinien. Demon nie powinien robić takich rzeczy jak on przez ostatnie miesiące;Nie powinien czuć emocji ani tym bardziej kochać, i to jeszcze kochać człowieka. Za to może spotkać go surowa kara. Chociaż zdarzały się przypadki gdy obydwoje z kochanków dostawali nauczkę. Mogła to być śmierć albo zaaranżowane małżeństwa, co było gorsze niż śmierć. Jednak Claude nie bał się niczego. Wiedział, że dziewczyna nie jest słaba. Sama da radę w walce. Doskonale znał jej umiejętności. Kierowała się sprytem, a także próbowała zezłościć przeciwnika. Robiła tak,ponieważ wtedy przeciwnik jest mniej skupiony i łatwo popełnia błędy. Tylko Phantomhive nienawidziła przegranej. Zawsze gdy nie dawała rady na symulacji w posiadłości to próbowała od początku. I tak w kółko póki jej się nie uda. Ludzie są zdolni do wszystkiego. Nawet do darzenia miłością istoty piekielnej. Tym przykładem była właśnie Shell Phantomhive ,która była obok niego.
***
Każdy z magów wiedział, że coś się kroi. Nadchodziła burza, która mogła zniszczyć wszystko na swej drodze...tak...Gildia Cienia. Siedziba ciemności była tak zamaskowana, że nikt nie wiedział gdzie jest oprócz członków mroku.Gildia Światła miała siedzibę w górach. Zwana była przez magów "Arkadia". Było to miejsce ważne dla wszystkich czarodzieji, którzy stali po stronie światła. Założył ją pierwszy mag na ziemi. Siedziba miała w środku nie tylko różnego rodzaju magiczne sale,ale również i pokoje do przenocowania. Wrota były niezwykłe. Ogromna brama zamykana na kilka zamków. Kiedy otworzysz jeden z nich reszta już pójdzie w ślad za otwartym. Musisz mieć swój kamień. On był kluczem. Dostawało się coś takiego od najpotężniejszych magów danego żywiołu. Przeciętnie było ich tylko kilku na świecie. Zyskiwali oni wyższe tytuły niż mistrz. Do wyprawy w góry szykował się Sidney. Choć nie musiał się pakować. Wystarczy spróbować otworzyć portal, ale to nie za bardzo mu wychodziło. Rose była mistrzynią w otwieraniu portali. On dał radę otworzyć w prawdzie portal, ale za to mógł wylądować w miejscu gdzie nie chciał. Ryzykował. Ale nie miał zamiaru być jakimś tchórzem i prosić Rose, żeby przeniosła go do Arkadii. Wyszedł z domu. Miał dosyć nauki i chciał odsapnąć.
***
Szukał miejsca mało ruchliwego. Na swoje szczęście lub nieszczęście spotkał Daphne.
-A ty co tak błądzisz? Zgubiłeś coś? - Lubiła być dla Sida złośliwa. Wtedy, jak to uważała był słodki. Chociaż po magu wody można się spodziewać wszystkiego.
-Nie zgubiłem się Daphi. - Sidney zaś uwielbiał mówić na rudowłosą Daphi. Wtedy przypominała naburmuszoną dziewczynkę.
-To dokąd idziesz? - Jak zwykle byka ciekawa co będzie robić.
-Do kochanki. - Ahhh ta szczerość Sidneya.
-Ha.Ha.Ha. - Ahh ten śmiech Daphne. Aż wywołał większy uśmiech na twarzy maga wody.
-Tylko żartuję. Muszę załatwić sprawę w Gildii. - Każdy Łowca wiedział co to Gildia, więc od razu zakumała.
-Rozumiem. Tylko uważaj na siebie. - Podeszła do niego i przytuliła się.Dawno się nie widzieli. Dlaczego? Sidney uczył się na różnego rodzaju egzaminy z medycyny. W końcu je pozdawał i miał teraz trochę odpoczynku od nauki.
-Nic mi nie będzie. W końcu znasz mnie. - Pogłaskał dziewczynę po plecach.
-Wiem, ale po tobie można się spodziewać wszystkiego. - Schowała twarz w jego płaszczu.
-Obiecuję, że cię nie zdradzę. - Puścił jej oko i krótko ją pocałował,po czym się rozpłynął w powietrzu. Przeteleportował się.
***
Był zdenerwowany. Nie dość, że nie chcieli unieszkodliwić Shell to jeszcze nawet zapomnieli, że uciekła. To już było dla niego wystarczająco za dużo. Chciał się tym zająć tylko nie wiedział za co się zabrać. Pierwszy raz czuł się bezradny. Zawsze wiedział co robić i jego plany się wypełniały w 100%. Wiedział tylko, że jego cel jest teraz poza domem. Trzeba kogoś wysłać na poszukiwania. Już nawet wiedział kogo. Bez chwili zwłoki udał się nad jezioro i zanurzył się pod wodę. Szedł przez dno, które było porośnięte różnymi roślinami falującymi pod wodą tak jak jego włosy. Panował półmrok, a jedynym jego światłem był talizman. Jasnoniebieskie światło pomogło mu dojść do jaskini swego pupila.
-...Mazako...mój wilku. Mam dla ciebie zadanie.... - Wytłumaczył co ma zrobić. Podjął decyzję i się zgodził. Ruszył przed siebie, a Sidney się wynurzył z wody. Teraz pozostaje mu czekać na znak od Mazako.
***
Obudziła się. Pierwsze co poczuła to jak ktoś ma ręce na jej plecach. Znała już na wylot te dłonie jak i jego właściciela.
Nie chciała wstawać, więc bardziej się wtuliła. Miała głowę ukrytą w jego szyi.
-Ktoś tu nie chce wstawać? - Masował jej plecy.
-A żebyś wiedział. Nie dałeś mi spać w nocy. - Udawała marudzące dziecko.
-Jak chcesz to mogę tak robić codziennie. - Mrugnął do niej jednym okiem.
-Nie pozwalaj sobie na zbyt wiele, bo ta się źle skończy. -Pocałowała go w policzek. Wstała i owinęła się kołdrą.
-Ey! Oddawaj kołdrę. Zimno mi - Dygotał.
-To weź ją sobie. - Gdy wstał objął ją od tyłu i również się owinął kołdrą. - Teraz zimno?
-Ani trochę - Kilka razy pocałował ją w szyję. Potem już się powstrzymał, bo chciała się ubrać. W końcu dzisiaj miała zakończyć się podróż.
***
Na razie miała tylko przejść test wstępny. Potem się zdecyduje czy będzie się dalej uczyć. Weszła do gabinetu dyrektora. Miała odbyć z nim krótką rozmowę. Po krótkim przywitaniu przełożony zadał ważne i kluczowe pytanie : Dlaczego chcesz tutaj uczyć? Co cię tutaj sprowadza?
-Chciałabym się dowiedzieć więcej o sobie. Poznać do końca swoje umiejętności. Bronić ludzkości przed ciemnością. - Tak odpowiedziała. Wyszła z gabinetu i udała się do sali egzaminacyjnej. O dziwo było tutaj tylko krzesło podobne do tych, co jest u dentysty. Dopełnieniem był metalowy stolik na kółkach. Na nim leżała strzykawka z jakimś płynem. W kącie stała jakaś dziwna maszyna z kilkoma ekranami. Wystawały z niej kable. Niektóre przypominały z wyglądu elektrody, które mierzą puls. Nie było tutaj żadnych okien. Do środka innymi drzwiami wszedł jakiś nauczyciel. Wyglądał na 30 lat.
-Za 5 minut zaczynamy - Wyjął jakiś flakon z niebieskim płynem i napełnił nim strzykawkę. Miała ostatnie 5 minut by porozmawiać z Claude'm.
-No to powodzenia Shell. - Wziął ją za rękę by dodać jej odwagi.
-Dziękuję ci. Nie wiesz ile dla mnie znaczy twoja obecność tutaj. - Krótko go pocałowała w usta i usiadła w fotelu. Podpięto do niej te wszystkie kable. Teraz wystarczy tylko wstrzyknąć płyn ze strzykawki.
-Gotowa? - Igła była przy jej skórze.
-Tak. - Poczuła jak przebito jej skórę.
-Masz 3 godziny testu. Powodzenia. - Wyjął igłę. Strzykawka była pusta. Włączył to dziwne urządzenie i widział wszystkie funkcje życiowe Shell. Ostatni raz się uśmiechnęła do Claude'a i zamknęła oczy, ponieważ niebieska substancja zaczęła działać. Egzamin miał się odbyć w jej umyśle, a demon i nauczyciel wszystko widzieli na ekranie. Czy Shell sprosta temu zadaniu? Czy wytrzyma 3 godziny pracy fizycznej jak i umysłowej? Claude wierzył, że da radę. Zawsze w nią wierzył.
Na dzisiaj koniec. Teraz rysunek Lalusza :
I chyba z jego ręką mordowałam się kilka razy. Aż w końcu wyszło ^^

Rozdział niesamowity ^^ I cieszę się, że był taki długi ^.^ Lecz nie zrozumiałam od tekstu, który się zaczynał "Był..." A właśnie rozdział 36 także był świetny ;) Na pewno Shell da radę.Claude jak zwykle zbyt surowy dla siebie.Sid i Daphne chyba najbardziej wielbię tą parę <3 A rysunek Leloucha nieziemski <3 <3 *_* Zazdroszczę talentu.Czekam na kolejny rozdział jak i także rysunek :D Pozdrawiam :*
OdpowiedzUsuńDzięki. Staram się przedłużać te rozdziały. Specjalnie tak zrobiłam z tym "Był..." nie zdradziłam co się działo w Gildii. O to tu chodzi. Może kiedyś (czyt. Na pewno) dam to co się działo na zebraniu w Arkadii. Mam plany do Shell, a także i do Claude'a. Taki z niego zagubiony demon. Biedaczysko :(. Tak z nudów się rysuje postaci z anime ^^. Rozdział będzie jak i kolejny rysunek :)
UsuńRównież pozdrawiam :*
Kolejna tajemnica? Doprawdy, muszę znowu stać się Sherloc'kiem Holmsem xD.Rozumiem, ale mam nadzieję, że bardzo poważne zamiary ;).Jestem ciekawa kiedy powróci ci wena na Sebastiana i Rise.Cieszę się i dziękuje :*
UsuńMoże się znajdzie jakaś wena w moim wiecznie przyciemnionym umyśle XD
UsuńStrzykawki, strzykawki to zło, jak widzę strzykawki to automatycznie robi mi się niedobrze, a co gorsza - jak muszę mieć zastrzyk.
OdpowiedzUsuńDobry rozdział mistrzu, piękny Luluszu, pozdrawiam.
Ja dawno już nie widziałam strzykawki ^^. Ostatnio chyba z rok temu. Nie trzeba mi robić zastrzyków aż tak nie choruje gdy jestem przeziębiona. Kiedyś miałam kroplówki i było jeszcze gorzej,bo igła nie chciała mu się wbić w żyłe i trzy razy mnie kuli. Jak chcesz to spróbuję narysować Cornelię. Nie wiem czy mi się uda ale warto spróbować.
UsuńTam się nie bój zastrzyku. Odwagi życzę mistrzu i pozdrawiam :*
Hello it's me ;) Błogosławię że Claude x Shell się kończy, jak ja ich nienawidzę ;) ale za to duuuuuuuuży plus za Sid x Daphne, oni cacy xD no to ja tam czekam na więcej cacy. Pozdrawiam ;*
OdpowiedzUsuńOni oni jeszcze się nie kończą, bo ich nie zabiłam *Creepy śmiech *. Dzięki za plusa. Wiem że ich lubisz koleżanko ;). Aż mi się przypomniało jak pisałyśmy lemon i po jakie źródła sięgałyśmy. I jeszcze mógł być świadek. Przypomniało mi się przez to cacy to: cacy cuszek, cuszek cacy XD. Czekaj na cacka cuszki XD.
UsuńPozdrawiam :*
Yyyyy nie wiem o co ci chodzi z tym cacy cuszkiem ale okey xD
Usuń